Archiwum

Monthly Archives: Czerwiec 2016

694_alphileo.wordpress.com

Ta dziewczynka. Mam ją opisać? Pastelowo-bawełniana, w ubranku dziewczyńskim. Zaskoczyło mnie, że ona taka niezużyta, że ma nowe jeszcze ciało, jakby właśnie przed chwilą została rozpakowana. Jest dokładnie na tym etapie, kiedy przestaje się być nieukształtowanym dzieckiem, a zaczyna się być całkiem uformowaną dziewczynką. Ale i nie o płeć chodzi, tylko o ciało, o wygląd jego. Do pewnego czasu ciało pozostaje jeszcze nieludzkie, nie jest siebie świadome. Jakoś się rozwija, ale bardziej siłą rozpędu. Mówi się, że rośnie. Dziecko rośnie. Powiedziałabym raczej, że puchnie. Nabiera masy, pęcznieje we wszystkich możliwych kierunkach. W pewnym jednak momencie, w końcu, ciało staje się ciałem tożsamym ze sobą. Jest już ciałem tej dziewczynki, a nie jakiegoś tam dziecka. I gdyby teraz podzielić je na kawałki, to każdy z nich zostałby rozpoznany jako fragment tej właśnie dziewczynki. Dłoń, stopa, kolano, szyja – zyskują jedyny, właściwy sobie wygląd.

To jest palec, mój palec, palec prawej dłoni, kciuk. Zakończony paznokciem, który akurat się nie rozdwaja, w przeciwieństwie do pozostałych. Kształtny i smukły. Od urodzenia żyje obok palca wskazującego; dobrze się dogadują. Znam go z widzenia. Gdyby mi go odcięto i położono na stole przy innych, cudzych kciukach, to bym go od razu rozpoznała. I gdyby obok leżały palce moich bliskich, i palce zupełnie przypadkowe, bez zastanowienia mogłabym wskazać: mama, ojciec, brat, koleżanka Anka, tamten łajdak. Ciało nie jest przypadkowe, jest niewymienialne. I dziewczynka, o której mówię, posiadała takie właśnie ciało.

Spomiędzy kartek książki wyjmuję zdjęcie. Ja na nim sześcioletnia. W sukience jakiegoś koloru, nie wiem, bo zdjęcie czarno-białe, ale podejrzewam, że sukienka była w beznadziejnym kolorze. Takie czasy. Jak już dało się cokolwiek kupić, to musiało być w beznadziejnym kolorze. Pozuję. Uśmiecham się, ze zdjęcia. Do zdjęcia, teraz, się nie uśmiecham. Patrzę karcąco. Biorę szkło powiększające, śledzę. Noga, kolano, nos, ręka, palec, jest. Tak, zgadza się, mój. Mogę więc założyć, że to było właśnie wtedy. A ja jak durna wlazłam do zdjęcia na tapczan i na nim pozuję. Co mi do głowy strzeliło? Odchyliłam brzeg sukienki i pozuję. Gdzie się tego nauczyłam?

Ktoś powinien mi wtedy uświadomić, powiedzieć. To jest ten moment, właśnie przestałaś być dzieckiem, od dziś jesteś osobą. Zobacz, a to jest twój kciuk, przyjrzyj mu się. Podoba ci się? Co o nim myślisz? Musisz się z nim zaprzyjaźnić, musisz. Bo ten palec to ty, już na zawsze.

693_alphileo.wordpress.com