podnóża, które się mnożą

No i poszliśmy.

Szliśmy jak ci, wiecie, bohaterowie „Dyskretnego uroku burżuazji”. Tam jest scena taka, nie, nie ta z kurczakami w teatrze, tylko ta, że oni tak idą. Ciągle i bez sensu. Nie no, nie wiem gdzie idą, nie pamiętam, dawno to widziałam. Szliśmy i robiło się coraz bardziej surrealistycznie, jak w tym filmie całkiem. Bardzo chciało nam się jeść, bo nikt z tej całej wycieczki nie pomyślał o kanapkach na drogę. Nikt też nie pomyślał, że dojść to jedno, ale przecież trzeba jeszcze wrócić, nie? A jakby tego było mało, to jeszcze w pewnym momencie straciliśmy rozeznanie, czy idziemy gdzieś, zmierzamy, czy już wracamy.

Kiedy doszliśmy do podnóża masywu, co?, no masywu, masyw to taka rodzina gór, więc kiedy byliśmy u ich podnóża, to ona zapytała: „Ale z oliwkami zrobimy czy bez?” Na co on: „Z oliwkami, oliwka to warzywo.” „Ale w jakiej nomenklaturze?!” – tamten krzyknął, że aż przystanęliśmy. Na szczęście tylko na chwilę, bo głód dodawał nam skrzydeł.

Potem, jak stanęliśmy u podnóża pierwszego wniesienia, tamten powrócił do tematu: „Bo oliwka to owoc, a nie warzywo.” „Ale według kogo?” – zapytałam. „Czego?” – ktoś podchwycił. „Bo jak według półek w hipermarkecie, to oliwka jest warzywem. Bo słoiki z oliwkami zawsze stoją koło słoików z ogórkami. A ogórki to warzywo. Ergo…” Brnęliśmy dalej, przed siebie i nie oglądając się za siebie, bo jak się nie wie, czy się idzie, czy wraca, to bezpieczniej nie zmieniać kierunku, żeby nie krążyć w kółko.

Doszliśmy do podnóża takich wzgórz, zielonych i całkiem łagodnych, więc raczej miło nam się brnęło dalej. Brnęliśmy przed siebie i w pytania. On wrócił jednak, ale na szczęście tylko do tematu: „Ale ty używasz słowa owoc w dwóch różnych znaczeniach! Bez sensu. Jak tak myśleć, to można powiedzieć, że każde warzywo jest owocem. Owocem w odróżnieniu od liścia czy korzenia.” Cisza. „No nie?” „Wcale że nie!” – tamta odezwała się po raz pierwszy. „A ziemniak?” „Co ziemniak?” „Ziemniak niby warzywo, a nie jest owocem, tylko bulwą.”

Droga pięła się coraz wyżej i wyżej, a my wraz z nią, pięliśmy się i pięliśmy po drabinie argumentacji. „Słuchajcie…” – wydyszałam z siebie, bo w końcu wspięliśmy się po tych niby łagodnych, ale jednak zdradziecko łagodnych wzgórzach do podnóża ekstremalnie górzystej góry. „Słuchajcie, a czy przypadkiem ziemniak to nie roślina?” „O matko! Zgłupiałaś? Pewnie, że roślina, ale tylko z pewnego punktu widzenia.” „Jakiego?” – nie ustępowałam. „W odróżnieniu od schabowego na przykład!”

Obeszliśmy górę dookoła, chociaż jeżeli chodzi o temat to zdawało się, że powoli docieramy do sedna. Jak ją obeszliśmy, okazało się, że stanęliśmy u podnóża skały, skały, która stanęła przed nami ścianą, a my u podnóża tej ściany stanęliśmy. Widok był zarazem piękny jak i przerażający. „Nie” – powiedziałam. „Nie, nie, nie. Ziemniak to nie roślina, bo rośliny składają się głównie z błonnika, a ziemniak to głównie z węglowodanów się składa”. „Błooonnika?” – tamta zadarła głowę wysoko, bardzo wysoko, jakby w poszukiwaniu krańca skały. „A tak właściwie… To co to jest błonnik?”

Spojrzeliśmy tam gdzie tamta, za jej wzrokiem podążyliśmy. Skała była ścianą odgradzającą od nie wiadomo czego, ściana była murem nie do przejścia, a głód w naszych brzuchach narastał, a pytania mnożyły się w nieskończoność.

Warszawa-Banica, czerwiec 2013

560_pod_pociag_alphileo.wordpress.com.

561_pod_pociag_alphileo.wordpress.com.

562_pod_pociag_alphileo.wordpress.com.

563_pod_pociag_alphileo.wordpress.com.

564_pod_pociag_alphileo.wordpress.com

Reklamy

Napisz coś

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s