być jak justin bieber

Do kubka przyklejona była kartka: „Z każdym napiwkiem Justin Bieber obumiera odrobinę”.

O Justynie Biberze wiedziałem tyle tylko, że był blondynem, że był młodym oraz że był idolem nastolatków płci obojga. O małych śmierciach wiedziałem natomiast, że jakkolwiek samo pojęcie jest dość poręczne, to mówi tyle, co nic (dużo mniej na przykład niż pojęcie śmierci klinicznej i pojęcie śmierci męczeńskiej), przez co właśnie stanowi ulubione pojęcie grafomanów przekonanych, że tajemnica tragicznej natury egzystencji została im objawiona.

O tragicznej naturze egzystencji wiedziałem niewiele. Być może, gdybym znał twórczość Justyna, więcej rozumiałbym z egzystencji. Samotność rozumiałbym – „Och nie, nie mam żadnej opieki na tym świecie. Miałbym ją, gdybyś była tutaj”. Lęk bym rozumiał – „I potrząśnij mną zanim obudzisz mnie z tego złego snu. Gdy będę spadał niżej, niżej, niżej i niżej.” Jak również, czym jest miłość, też bym wiedział – „Tak długo, jak mnie kochasz, możemy głodować, możemy być bezdomni, możemy być spłukani.”

Kim jest Justyn nie wiedziałem, bo słuchałem głównie Bacha. W kwestii małych śmierci wolałem się nie wypowiadać, bo nie miałem pewności, czy to jest najskuteczniejszy sposób na podryw. A egzystencja była dla mnie mało jasna, ponieważ za każdym razem, gdy próbowałem być sobą – czyli młodym, ale nieco smutnym i rozdartym już wewnętrznie – okazywało się, że nikt mnie rozumie, bo kiedy stwierdzałem, że życie to jest takie a takie, mówiono mi, że używam nie tych przymiotników co trzeba.

Gdyby moja wiedza była nieco bardziej wszechstronna, zrozumiałbym, jak niedoceniany jest Justyn, jak niesprawiedliwie traktowany jest i pogardliwie tym życzeniem śmierci, choćby nawet małej. Gdybym świat widział poza „Wariacjami Goldbergowskimi”, to wczułbym się w sytuację Justyna – bratniej duszy – który zamknięty w pałacu z dolców płacze w poduszkę, gryzie ściany, bo dociera do niego, że (cytat) „morza naszej osobistej egzystencji, w które jako pierwsi się wdarliśmy, nigdy nie są spokojne i ciche, lecz zawsze rozbrzmiewają powszedniością” (koniec cytatu).

– Co u ciebie? – barmanka wyrwała mnie z rozmyślań, których nie mogłem jeszcze wówczas prowadzić, bo wszystko to uświadomiłem sobie chwilę później, kiedy uświadomiłem sobie, że jestem kretynem.
– Wczoraj umarła kolejna cząstka mnie.
– Co DLA ciebie, pytałam.
Patrzyłem jej chwilę w oczy, szukając iskierki porozumienia. Wydawało mi się, że długo patrzyłem, ale nie – krótko. Ktoś przepchnął się przede mnie i zamówił sex on the beach.

Warszawa-Banica, czerwiec 2013

559_bieber_pociag_alphileo.wordpress.com

Reklamy

Napisz coś

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s