Archiwum

Monthly Archives: Maj 2013

I jak ty sobie z tym poradzisz – powiedział raczej, niż zapytał. Nie dość, że nie zapytał, tylko stwierdził, jakby naturalne było, że sobie nie poradzę, to jeszcze nie powiedział: I jak my sobie z tym poradzimy. Nie. Zapytał, jak ja. Powiedział. Potem mówił jeszcze długo i długimi zdaniami z wieloma czasownikami, ale tego już teraz nie odtworzę, bo w pewnym momencie przestałam oczywiście słuchać. Zaszumiało w całej głowie i w calusieńkim ciele tak miękko się zrobiło. Nie da się słuchać w takich warunkach. Być może powiedział coś rozsądnego, i być może w to rozsądne wplótł także coś całkiem miłego. Nie wiem. Nie słyszałam. Bo mi szumiało. To bez znaczenia. Bo przecież, jak już się powiedziało, to nie ma co myśli rozwijać ani snuć czasowników. Nic nie zmienią one, te czasowniki. Bo już zostało powiedziane. Żadne mówienie tego nie cofnie.

Krzyczałam. I krzycząc, przeklinałam. Bo jak już się raz krzyknęło, to przekleństwa pojawiają się jako bezpośrednia konsekwencja. A nie warto walczyć z naturą rzeczy. Słów. Rzuciłam też jakimś przedmiotem, bo rzucanie samo do mnie przychodzi, gdy krzyczę i przeklinam, ale raczej wyszło to bez efektu. Rzucony notes, w którym notuję różne istotne notatki, głównie książki które muszę przeczytać albo sprowadzić z zagranicy i przeczytać, ale dosyć słabo mi to idzie, bo głównie zapisuję i ani nie czytam, ani nie sprowadzam, rzucony notes opadł na podłogę smętnym łukiem i upadając nie wydał żadnego ekspresyjnego dźwięku. Było tylko takie ciche plask. Pomyślałam, kurwa, ten notes, muszę w końcu zacząć czytać te wynotowane książki. On spojrzał na notes, a do mnie dotarło, że on pewnie nie wie, do czego mi on jest. Ten notes, do czego go używam. Jeszcze bardziej mi zaszumiało, ale jednocześnie – jakby ulżyło.

Przypomniałam sobie, że on ma na plecach znamię, a jak się śmieje, to brzydko odsłania zęby. Pijąc piwo z butelki, głośno przełyka. To już jest doprawdy – obrzydliwe.  Że nie umie dobrać zwykłego swetra do zwykłych spodni – nawet nie wspomnę.  Wzięłam notes z podłogi i zaczęłam notować: znamię, zęby, gulgotanie… On coś tam dalej mówił, ale nadaremno, bo nie zasługiwał już na moją uwagę. Nie zasługujesz już na moją uwagę, powiedziałam, a on ni to jęknął, ni to chrząknął. Debil, zapisałam. Bo on nie jest błyskotliwy. Jak go zaskoczyć, to w odpowiedzi przeważnie jęczy albo chrząka.

Spojrzałam mu w twarz i zobaczyłam obcą twarz. Pogratulowałam sobie zdolności do natychmiastowej rekonwalescencji, nawet jeżeli wkrótce okaże się, że gówno, a nie rekonwalescencja, że byłam po prostu w szoku, i chciałam pójść sobie, ale spostrzegłam, że nie mogę pójść sobie, bo to moje mieszkanie, moja kuchnia i mój stół kuchenny, przy którym on przed chwilą siedział i zajadał się ziemniakami z kefirem.

Cała sprawa jakoś się skończyła, ale nie warto opisywać, bo wiadomo, końcówka takich spraw jest zawsze rozlazła. Ktoś siada, ktoś jeszcze coś mówi, chce wyjść, wraca, wyjmuje przedmioty z kieszeni i upycha je z powrotem, szuka szalika, opiera się o ścianę i międli coś w rękach. W końcu, padają ostatnie słowa, które nie zasługują na miano słów ostatnich.

547_ostatnie_alphileo.wordpress.com.

548_ostatnie_alphileo.wordpress.comZ każdym kolejnym razem radzisz sobie coraz lepiej.

Lubię to miasto. Ma takie szerokie ulice. I długie. Ma najdłużej działającą w Polsce vege jadłodajnię. Nie boję się, jak idę ulicą, że coś mi spadnie na głowę nagle. Nie muszę chodzić ulicą, bo na chodniku dwie mijające siebie osoby nie mieszczą się. Tam się mieszczą całe stada. Na chodniku. Nie boję się, że kogoś nagle spotkam. Znajomego. Chociaż spotkałam – duet SzaZa. Ale to tylko potwierdza – że warto odwiedzać. Wrocław.

Lubię to miasto. Chociaż nie widać tego na zdjęciach.

543_wroclaw_alphileo.wordpress.com.

544_wroclaw_alphileo.wordpress.com.

545_wroclaw_alphileo.wordpress.com.