ciało oraz wnętrzności

Ostrzegam. Poniższy tekst jest nudny i najpewniej pozbawiony puenty. Nie wiem, nie mam pewności, dopiero zaczynam go pisać, ale coś czuję, że puenty jednak nie będzie. Że to nie jest jeden z tych tekstów przemyślanych, momentami dowcipnych, a momentami smutnych. Więc żeby nie było – ostrzegam.

Jak miałam uraz czy kontuzję, nie wiem jak się mówi poprawnie, tak by oddać sedno, więc gdy pewnego dnia zepsuł mi się kręgosłup, stwierdziłam, że już nic gorszego na ciele nie może mnie spotkać. Zepsuł się w jednym miejscu, potem chodziłam na masaże, masaże były drogie, ale zapłacił pracodawca, jako że wcześniej oczekiwał, iż będę pracować 18 godzin dziennie, nie, nie worki nosić, tylko nakurwiać w klawiaturę. Więc ja z kolei oczekiwałam zadośćuczynienia. Moje tupnięcie nogą obróciło się przeciwko mnie. Zamiast lekkiego bólu w lędźwiach, masażysta zafundował mi rozsadzający mózg i duszę ból w szyi. Potem dowiedziałam się, że masaże to niekoniecznie dla każdego. Masażysta (dla zainteresowanych i pełnych obaw mogę podać, gdzie go znaleźć, byście mogli go nie znaleźć) za jakieś 1000 zeta (nie moje) zafundował ból wszech czasów. W nocy budził mnie mój własny krzyk. Lekko nie było.

Potem chodziłam na rehabilitację. W ramach enefzetu, więc urządzenia na których mnie rehabilitowano pamiętały drugą wojnę światową. Ale nic to. Było bardzo wesoło i pomogło. Ja miałam dość prosto. Leżąc na plecach, kładłam tylko głowę na takim jakby wieszaku i kręciłam nią. W prawo, w lewo, w górę, w dół… W tej samej sali spotykałam faceta, który zawsze wisiał do góry nogami. Nie uśmiechał się, nie mówił dzień dobry. Mało kontaktowy był w tej pozycji.

Łóżka były pokryte takim jakby popękanym plastikiem, nie wiem jak to się nazywa, skaj? – i nikt nie troszczył się o to, czy pod tyłkiem mam rozłożony higieniczny ręcznik jednorazowy. Na koniec dowiedziałam się, żebym broń mnie panie boże nigdy już na żadne masaże czegokolwiek nie chodziła i że tu o mam kserówkę z ćwiczeniami, które mam robić codziennie. Ćwiczeń oczywiście nie robię, ale nauczyłam się….

Pisanie o tym wszystkim nie ma najmniejszego sensu. Żenada! Na początku miałam nawet jakiś zarys pomysłu w głowie. Tekst miał być zwarty, absolutnie nie przegadany. I co najważniejsze, jestem tego pewna, miał do czegoś zmierzać. A ja co robię?!

Zielone wino na blue monday. Wczoraj był ten najgorszy z poniedziałków, ale wczoraj zaczęłam pisać, więc tak jakby, dla mnie, nadal jest wczoraj. Wino, bo blue monday, czyli najsmutniej. A zielone, bo to jednak najweselsze z win.

489_cialo_alphileo.wordpress.comDentysta. Odkładam wizytę całymi miesiącami. Żyję z tym podstępnym bólem, który jest podstępny, bo przychodzi na kilka dni, po czym znika na całe tygodnie. To myślę sobie: eee… nie, wydawało mi się. Dopóki ból nie przechodzi do decydującego ataku. Dopóki nie dociera do mnie, że kolejną noc z rzędu zasypiam na tym samym boku, prawym, bo ten ząb jest z prawej, a zauważyłam, że jak się leży na bolącym to mniej boli. Dopóki nie zauważam, że stosowane od kilku dni znieczulenie (wódka plus garść ibupromu) budzi mnie w środku nocy skrętem kiszek. Idę do dentysty, jak na ścięcie. Oczywiście, wszystko kończy się happy endem, a ja uzależniam się od dentysty i jego genialnego znieczulenia, zostajemy przyjaciółmi i wysyłamy sobie kartki na imieniny.

Kiedyś pies wgryzł mi się w łydkę. Wgryzł się i tak trwał. A ja trwałam uwieszona na płocie. Pominę szczegóły – jak, dlaczego i kiedy – bo to, co piszę jest już wystarczająco nudne. Nie bolało wcale. Znaczy bolało potem, ale nie bolał sam pies uwieszony u łydki. Chyba mózg produkuje w takich momentach jakieś specjalne hormony czy coś. Takie przeciwbólowe.

W ostatnich dwóch miesiącach goszczę też regularnie u okulisty. I – ech, jakie to zabawne – okulista wpadł mi w oko (< klik). Najpierw było zapalenie rogówki. Się wyleczyło. A potem moje oko postanowiło mi dopomóc w romansach, bo zafundowało mi zapalenie spojówek. Okulista nawet odważył się skomentować: „Dość często pani do mnie przychodzi.” Westchnęłam w duchu i pomyślałam, że każda taka randka kosztuje mnie 70 zeta (nie licząc tego, co wydaję na rozliczne krople do oczu), więc teraz on powinien się odwdzięczyć, na kawę chociaż zaprosić. Ale tylko pomyślałam. Nie powiedziałam, bo to by było raczej nie w moim stylu. To znaczy może nawet w moim, tylko że to zależy od chwili, porywu fantazji. A poryw ten akurat nie porywa mnie, gdy jestem u okulisty. By sprowokować poryw wpadłam nawet na niezbyt rozsądny pomysł, by pójść do niego i powiedzieć: Wie pan co, mi co prawda nic już nie jest, ale mam taką koleżankę i ONA MA ZAĆMĘ. Co pan o tym myśli?

Czy byłabym wtedy wiarygodna?

Ten związek nie ma raczej przyszłości. Trudno. Spróbuję jakoś się pocieszyć.

Bo przecież nic nie przebije rozmów z ginekologiem. Mam go centralnie, między rozłożonymi nogami, on pochylony, ja leżę – i dyskutujemy. O życiu, o wartościach, o pogodzie, o wakacjach. A potem siadam na krześle, już ubrana i rozmawiamy o antykoncepcji, i on w pewnym momencie puentuje: „Wie pani co, najlepiej by było, gdyby pani zaszła w ciążę.” Tu z kolei wizyta to 150 zeta. Więc taka rada, za taką cenę! Cóż, pozostaje mi tylko dygnąć, podziękować i iść się rozmnażać. – Sam niech se pan zajdzie (pisownia oryginalna) – odpowiadam i zaczynam się trząść. To mówi, że mogę sobie podwiązać jajowody na Litwie. Trzęsę się już bardzo bardzo, trudno mi to ukryć, więc mówię, że miałam kiepski dzień, że to nie jest dobry moment na podejmowanie takich decyzji, czy albo, czy albo.

Nie wiem, czy się jeszcze kiedyś zobaczymy. Nie ma chyba chemii między nami.

A dzisiaj rozpoczęłam rehabilitację kolana. Pominę podawanie cennika, bo te wyliczenia mnie zasmucają. Problem na tym polega, że droga z przystanku autobusowego do kliniki jest długa, śliska i zaśnieżona. Najpewniej prędzej połamię obie nogi, niż naprawię kolano. Ot, i paradoks.

Więc jak? Do czego to moje pisanie zmierza? Gdzie w tym wszystkim koncept się ukrywa?

Pisanie o ciele jako alternatywa pisania o swoich wnętrznościach. Żeby nie o uczuciach. A z dystansem, o tym zwierzęciu, którym jestem. Chcę być zwierzęciem. Głód, ból, sen kilkunastogodzinny, ja zagrzebana w pościeli, ból ciała zmęczonego lub znudzonego leżeniem, kocia przyjemność prześlizgująca się po kręgosłupie i w samym środku człowieczego środka – to są dopiero tematy.

Nie interesują mnie czyjeś emocje. To znaczy nie w sensie egzystencjalnym, tylko estetycznym. Nie jako życie, ale jako sztuka. Nie chcę czytać o emocjach. Nie życzę sobie czytać o nich.

I tu przechodzimy chyba do puenty. Hej, czy jest tam ktoś jeszcze, ze mną, na końcu tego nudziarskiego potoku, słowotoku? Koncept był taki, że chciałam pisać o tym, co mnie kręci w literaturze, a co wręcz przeciwnie. Ale mnie poniosło, więc tym razem już sobie daruję. Może kiedyś. Nie dziś. Muszę zamrozić kolano przed snem.

Reklamy
9 comments
  1. Patatak said:

    Taki pies uwieszony u nogi to mi się kiedyś przyśnił. Ratlerek.

  2. ratlerka to chyba można strząsnąć z siebie. tamtej bestii się nie dało

  3. To szowinistyczny text antylitewski jest. (ale pozatem ujdzie. nuta Optymizmu bije: a bo Chęć widać. jeszcze albo już.)

  4. grubaanka said:

    Ból ciała, owszem, okropność i pies gryzący: straszność. Nie rozumiem jednak końcówki. Czy kolano jest tematem zastępczym do opisywania własnych interesujących emocji? Czy też zmusiłaś się do czytania o cudzych, nieinteresujących emocjach i od tego boli Cię kolano?

  5. nie ma co rozumieć. tekst się kupy nie trzyma. o czym ostrzegłam na początku. mea culpa.

  6. grubaanka said:

    :). Ale opowieści zdrowotne są bardzo sugestywne.

  7. betko said:

    noo, same boleści. niewiem co ten kianu riws miał do matrixa że tak walczył, kiedy mógl se spokojnie w tym kokonie leżeć…
    a swoją drogą, tez mi się kiedys kręgosłup podpsuł i też leżałem na takiej kozetce popękanej. standaryzacja taka wyposażenia służby zdrowia chyba…?

  8. jak się idzie do takiego zakładu medycznego gdzie sie płaci to kozetki nie są popękane i nawet zmieniają te higieniczne prześcieradła. moim zdaniem w ramach enefzetu było duzo weselej. tylko trzeba było czekac na termin rehabilitacji kilka miesięcy.

  9. kartki z dentysta – zuch!
    facet do gory nogami – małomówność to naturalna cecha nieboszczykow ;)
    niebolacy pies – adrenalina. na psy też działa (w sensie, że ich nie boli. albo że potrafią wtedy ból ten przemilczeć)
    fajne to pisanie, życiówka

Napisz coś

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s