Archiwum

Monthly Archives: Październik 2012

.

PROLOG

– Dzień dobry.
– Dzień dobry, co panią sprowadza?
– Oko lewe. Czerwone jest.
Zdejmuję okulary, nic nie widzę.
– Od kiedy ma pani czerwone oko?
– Od wczoraj.
– Jakieś urazy?
– E? Nie.
– Boli panią? Światłowstręt?
– Nie.
– Nie?!
– To znaczy: boli – tak, światłowstręt – nie.
Pauza
– I soczewki noszę.
– Jakie?
– Pyta pan o moc, czy o firmę?
– Fiiiirmę.
Wzdycha.
Podaję firmę.
– I pewnie nosi je pani cały czas?
– Przed spaniem zdejmuję.

AKT PIERWSZY – URZĄDZENIE NR 1

– Proszę usiąść.
Siadam, wiercę się.
– Ale proszę zdjąć okulary.
Zdejmuję.
Przykłada okular do jednego oka, włącza magiczną tablicę pilotem. Każe czytać.
Próbuję.
– Widzi pani dolny rząd?
– Widzę.
Pauza.
– To proszę przeczytać.
– A!
Reflektuję się.
– Nie mogę.
– Czyli nie widzi pani.

AKT DRUGI – URZĄDZENIE NR 2

– Proszę teraz tutaj usiąść.
Broda, czoło.
– O, balon!
Bo widzę balon.
On wzdycha.
– W niedzielę będę lecieć balonem!
– Niechże pani nic nie mówi!

AKT TRZECI – PONOWNIE URZĄDZENIE NR 1

– A kiedy była pani ostatnio u okulisty?
Przymierza kolejny okular.
– Wieki temu.
Wracamy do tablicy, znowu każe czytać.
Denerwuję się.
– Widzi to pani? Górny rząd chociaż…
Chyba traci nadzieję.
– Zawsze się przy tym denerwuję. Jak na egzaminie.
– Dobrze, a teraz?
– Nic nie widzę.
– Jak to nic?!
– Mgłę widzę.
Robi mi się naprawdę smutno.
On coś zmienia.
– Widzi pani lepiej to na czerwonym, czy to na zielonym?
Pełna napięcia pauza.
– Eeee… na czerwonym…
Mówię nie do końca przekonana.
– A czy to pani przeczyta?
– To mam przeczytać?!
Prawie krzyczę, widząc, czy raczej niedowidząc bardzo drobny druk.
– Tak…
– Muszę aż tak dobrze widzieć? Naprawdę?! Nie potrzebuję.
– Proszę się przesiąść…

AKT CZWARTY – URZĄDZENIE NR 3

Każe się przesiąść.
Przy urządzeniu nr 3 nie widzę krzesła, więc przestawiam posłusznie krzesło, na którym wcześniej siedziałam.
– Nie… Tutaj jest pani miejsce.
Pokazuje siedzenie ukryte za dużym urządzeniem nr 3.
– To krzesło jest akurat moje. Ale bardzo dziękuję za przestawienie.
Broda, czoło, patrzy…
– I pewnie śpi pani w tych soczewkach, co?
– A w życiu!
– Mm… Proszę spojrzeć w górę, w lewo, w prawo.
Milczymy.
– Ma pani zapalenie rogówki.
– Aha.
Idzie do biurka. Ja wstaję.
– Ale proszę założyć okulary, bo pani nie trafi.

AKT PIĄTY – BIURKO

Przepisuje, pisze, pisze…
Rozglądam się nerwowo. Czytam jakąś kartkę z biurka. On zerka na mnie.
– Jak się pani nie poprawi do piątku… nie… do soboty… to proszę iść na ostry dyżur.
– I co oni mi tam zrobią?!
Pytam piskliwie, myśląc o operacji czy wyłupieniu oka.
Patrzy badawczo.
– Przepiszą inne leki.
– A gdzie jest ostry dyżur od oczu?
– Codziennie gdzie indziej.
On ciągle pisze.
– No bo jak z reguły chcę iść na ostry dyżur, to zawsze trudno znaleźć.
– Sprawdzę pani zaraz.
– Dziękuję.
– Proszę.
Podaje receptę.
– To tyle razy, a to tyle.
– Przepraszam…
Biorę kartkę.
– Mogę?
Spoglądam na długopis, zabieram mu.
– Ja sobie sama zapiszę, bo to tu jest dosyć niejasne.
Poprawiam jego bazgroły, które najpewniej doprowadziłyby mnie do śmierci.
– No więc ten ostry dyżur… Może ma pan jakiś sprytny sposób, żeby to ustalić?
– Sprytny…
Wpisuje kolejne słowa do wyszukiwarki.
Zauważyłam że hasło dostępu – wcześniej włączył komputer – ma 4 litery, pewnie „dupa” – myślę.
– O nie… to bez sensu… O, teraz!
Jest pod dużym wrażeniem własnych poszukiwań.
Na ekranie wyświetla się bardzo przejrzysta lista ostrych dyżurów od oczu na każdy dzień miesiąca.
– Łał!…
Również jestem pod wrażeniem.
– Dobrze… W sobotę tu…
– O, tam kiedyś byłam! Z uchem.
– W piątek tu…
– Tam to nie chcę.
– W czwartek…
– W czwartek?!
– No gdyby było bardzo źle. Więc w czwartek tu…
– Mm… Nie chcę tam. Wybieram sobotę.
On podaje receptę.
– Po tych kroplach, o tych, może pani gorzej widzieć na to oko.
– Ale czytać będę mogła?
– No…
Myśli.
– To co ja będę robiła?!
Szczerze przerażona.

EPILOG

Wychodzę na korytarz, siadam, pakuję się, słyszę za plecami.
– Przepraszam, poproszę panią jeszcze na chwilę.
Kartkę jakąś podaje.
– Co to jest?!
– Zapisałem tu co pani jest, jakby miała pani iść na ostry dyżur.
Znowu bazgroły, a na środku kartki narysowane jest oko.
– Ale oczywiście myślę, że nic pani nie będzie.
– Nie, tego byśmy nie chcieli.
Patrzę uważnie na bazgroły.
– Ale… przepraszam. Czy oni to odczytają?
– Tak, odczytają. Pani ma za słabe okulary, to pani tego nie widzi.

Kurtyna opada, nad sceną zawisa zapowiedź wizyty kontrolnej.

Biały jest niefotogeniczny, biały pogrubia. Biały nie podoba mi się ze względów estetycznych.

Jako osoba z dyplomem w tym kierunku mogę pełnić rolę eksperta – w kwestii bieli, a więc także w kwestii śniegu wraz z jego nacechowaniem i brakiem zalet. Czy też brakiem w ogóle. Śnieg wybrakowuje rzeczywistość. Pod śniegiem rzeczywistość ginie, śnieg ją ukrywa, więc mniej jest jej. A jak czegoś jest mniej, to jest gorsze.

Poza tym w bieli zacierają się granice. Wszystko co białe traci kształt, fakturę, staje się rozmazaną i nudną plamą. Nie ma w tym nic ciekawego. Pod śniegiem nie wiadomo, gdzie jedna rzecz się kończy, a druga zaczyna. Pogubić się można, bo pod śniegiem jedno do drugiego jest tak podobne. Krzywdę sobie zrobić można, bo myślisz że to jeszcze chodnik, a to już ulica. I wzroku nie ma na czym zawiesić, nic wzroku ku sobie nie przyciąga. Biała plama miasta nie zasługuje na naszą uwagę.

I na koniec – biel ma tendencję do psucia się. Biel szybko szara się robi. Mankiety koszul – szarzeją. Firanki – szarzeją albo żółkną. Ściany, obrusy, prześcieradła, kartki papieru (kartki luzem i w książkach też) – brzydną. Ta zasada generalna stosuje się oczywiście do śniegu. Chyba nie muszę wymieniać, co ze śniegiem się robi, jak się zużyje. A z rzeczy białych śnieg zużywa się najszybciej.

Dlatego postuluję, żądam i oczekuję powrotu jesieni.

Jeżeli nie ma pytań z sali, to dziękuję za uwagę.

.

.

Jubileuszowa galeria bezdomna wisi do końca tygodnia. Ponoć zawisło 220 osób. Jak tam pójdziesz, to koło damskiej toalety jest pomieszczenie służbowe, gdzie zostawiłam zieloną reklamówkę z orzeszkami (solonymi), ciastkami (waniliowymi) i takimi słonymi zrobionymi z tego, z czego robi się paluszki, ale w kształcie zwierząt. Miały być na wernisaż, ale o nich zapomnieliśmy. Można się częstować.

.

.

.

.

.

.

Ze statystyk – jak do mnie trafić:
– paznokcie brzydkie
– gdzie kupić prażynki
– papierosy poprawiają trawienie
– mirosław r.makowski rodzina
– barometr z drzewa
– jak przeczytać cały internet
– sen – gówno we wiaderku
– podciągnął rajstopy
– deficyty alkoholika
– historia nocnika
– jak malować paznokcie nie wychodząc za płytę
– rodzice maia swoja skrzynke gmail czy ja moge zalozyc swoja